Sprzęt

SRAM Rival AXS – koniec hamulców szczękowych?

Nie traktujcie tego tekstu jako recenzję czy testy, bo nie położyłem rąk na nowym SRAM Rival AXS. To bardziej takie wróżenie z fusów wraz z moimi przemyśleniami. I może drobną analizą rynku. Amerykański producent wprowadził bowiem nową generację swojego dwunastorzędowego napędu czyli SRAM Rival AXS. Tylko w wersji przystosowanej do hydraulicznych hamulców tarczowych. I kiedy tak patrzyłem na ten sprzęt to zacząłem się zastanawiać, czy nie wybranie roweru z hydrauliką było błędem. Wtedy jednak przypomniałem sobie o Shimano, ich niezapowiedzianym napędzie dwunastorzędowym oraz Ineos Grenadier. Hamulce szczękowe tak szybko nie umrą. Tak w każdym razie uważam.

SRAM Rival AXS – nie wszystek umrę

Osobiście chciałem napisać powyższy nagłówek w oryginale czyli non omnis moriar, ale bałem się że wyjdę na zbyt dużego erudytę. A do tego mi daleko. Niedawna zapowiedź SRAM Rival AXS spadła nieco z nieba. Bo oto SRAM wprowadza bezprzewodowe zmienianie biegów do jednej ze swoich najniższych grup szosowych. Osobiście spodziewałem się tego, gdy zobaczyłem na BikeRadar informację na temat bezprzewodowego SRAM GX Eagle. Każdy nieco bardziej rozgarnięty w kolarskim światku człowiek mógł przewidzieć, że to samo czeka grupę szosową.

SRAM Rival AXS

Tym, co mnie najbardziej zaskoczyło była informacja, że Rival będzie tylko hydrauliczny. Spodziewałem się także wersji pod hamulce szczękowe – w końcu Red i Force były dostępne pod szczęki. Dużo rzadziej się je widziało, ba dwunastorzędowego Force AXS jeszcze nie widziałem na oczy w wersji pod szczęki, ale Red AXS się pojawiał. Jednak biorąc pod uwagę to, że większość rowerów ze średniej półki jest już dostępna tylko na hydraulice, to można było się spodziewać informacji o rezygnacji SRAMa z klasycznych hamulców. Tym samym, w pewnym sensie, amerykański producent po raz kolejny wieszczy “koniec” pewnej epoki w sprzęcie rowerowym. Tak było z przednią przerzutką w kolarstwie górskim, i tak jest teraz z hamulcami szczękowymi w rowerach szosowych. I trochę mnie ten fakt zasmucił.

Chcesz dobry rower? Kupuj hydraulikę

SRAM Rival to odpowiednik Shimano 105. Tak czysto teoretycznie. Jest to pierwsza grupa po zakupie której można zacząć myśleć o poważniejszym ściganiu. Tak w każdym razie uważa samo Shimano. Według mnie z powodzeniem można to robić na każdym osprzęcie – wystarczy mocna noga i trochę umiejętności czytania wyścigu. W każdym razie – te dwie grupy bez problemu można znaleźć w rowerach ze średniej półki. Jak na przykład w moim Giant TCR. Jest to już – w mojej opinii – wystarczająco dobry rower dla większości amatorów.

Teraz, gdyby SRAM byłby jedynym producentem osprzętu, nie mógłbym go kupić na hamulcach szczękowych. Ale za to miałbym bezprzewodową grupę… coś za coś. Osobiście kable czy też linki mi kompletnie nie przeszkadzają. Ba, jeżdżąc przez chwilę na SRAM Red eTap miałem wrażenie, że jest on trochę wolniejszy w reakcji od linki. Ale to może być moje mylne wrażenie. Jakby to zmierzyć to różnice byłyby liczone w tysięcznych sekundy i nie dałoby się tego normalnie zaobserwować.

A w ogóle zauważyliście, że SRAM całkowicie zrezygnował z tradycyjnych osprzętów? Teraz wszystkie nowe grupy są elektroniczne i bezprzewodowe. To amerykański producent wprowadza swego rodzaju rewolucję do kolarstwa. Drogą, ale coś za coś. Przeglądając strony internetowe dotarłem do informacji, że nowy Rival kosztował będzie powyżej 5 tysięcy złotych. Czy jest to dużo. Jak na grupę bezprzewodową, to w sumie nie tak dużo. Zanim jednak wyciągniecie pochodnie i ruszycie na mnie z okrzykiem “to nie tak dużo?” to posłuchajcie.

Czyli czemu 5 tysięcy złotych to nie jest dużo za taki sprzęt

SRAM Rival AXS kosztuje ponad 5 tysięcy złotych. Red AXS to koszt 8 899 zł (za Centrum Rowerowe) w wersji pod klasyczny hamulec. Force AXS to 5 300 zł. Oczywiście mówimy tylko o wersji bez hamulców i korby. Czyli tak zwany upgrade kit. Dodajcie sobie ze 2-3 tysiące żeby mieć koszt kompletnej grupy. Dużo.

Sram eTap AXS 12 Speed Q&A - Glory Cycles

W porównaniu z tymi dwiema grupami koszt kompletnego Rival AXS nie wydaje się już taki duży. Tym bardziej, że otrzymujemy swego rodzaju rewolucję w kontekście zmiany przełożeń dostępną w rowerach ze średniej półki. I to rewolucję w pełni kompatybilną z wyższymi grupami szosowymi, a także górskimi SRAMa. Jeśli przyjdzie Ci ochota na zamontowanie do Twojego gravela przerzutki GX czy jakieś innej, która obsłuży Ci kasetę 10-50 to nie ma z tym problemu. Kilka kliknięć w aplikacji i już wszystko hula. Biorąc to pod uwagę, to nagle koszt wydaje się odpowiedni.

Ale co ma do tego wszystkiego Shimano?

No dobra, ale jaki to ma wpływy na Shimano, a przede wszystkim dlaczego w nagłówku wspomniałem także o Ineos Grenadier? Jak zaznaczyłem wcześniej Rival to odpowiednik Shimano 105. Wprowadzając elektronikę do tej grupy zmusi to Shimano do rozważenia wprowadzenia Di2 do 105.

No dobra, ale co wtedy z Ultegrą Di2? Bo kto przy zdrowych zmysłach wybierze Ultegrę, jeśli to samo będzie miał do wyboru w cenie 105. Z drobną różnicą w kwestii wagi, ale podejrzewam, że wtedy 90% ludzi przymknie na to oko. Od kilkunastu miesięcy napływają ciągłe informacje o nowym Dura-Ace. Nie jest to dziwne, bo według harmonogramu powinien wyjść już w zeszłym roku. Aczkolwiek pandemia wszystko pokrzyżowała. Nieśmiało przebąkuje się o tym roku i premierze na Tour de France. I w sumie to ostatni dzwonek, żeby zaprezentować ten sprzęt i wprowadzić go do sprzedaży. Dostępne są już 12 rzędowe napędy SRAM oraz Campagnolo. No i trzynastorzędowy napęd Rotora, ale to raczej ciekawostka na tę chwilę. Tylko Shimano zostało z jedenastoma przełożeniami na kasecie. Owszem, prosi wygrywają na tym wyścigi world tourowe, ale amatorzy chcą mieć innowacyjne rozwiązania. A te oferują im teraz tylko Campa i SRAM.

Jedną z najczęściej poruszanych rzeczy we wszystkich doniesieniach odnośnie nowej wersji szosowej Ultegry i Dura-Ace ma być ich bezprzewodowość. Co w takim wypadku z kablami? Cóż, te mogą spaść do 105 Di2. W ten sposób osoby chcące innowacji będą wybierać nowe grupy bezprzewodowe Shimano, a te które chcą zakosztować elektronicznej zmiany biegów i mają mniej zasobny portfel, wybiorą 105 Di2. Proste i genialne? Owszem. Czy w ten sposób wygrają ze SRAM Rival AXS? Najprawdopodobniej, o ile grupa byłaby dostępna w przystępnej cenie. A znając Shimano – byłaby.

Grafika patentowa nowej klamkomanetki Shimano

Przewaga druga nad SRAM Rival AXS?

I tutaj do gry wchodzi Ineos Grenadier oraz ich Pinarello. Ostatnio GCN Tech zaczął przyglądać się nowym, niezapowiedzianym rowerom i na liście UCI zarejestrowanej na sezon 2021/22 nie było mowy o nowym Pinarello. Co to oznacza? Że brytyjska grupa wciąż będzie jeździć na tym samym modelu Dogmy F12. Bez hamulców tarczowych. Oczywiście, Dogma F12 na tarczach jest w sprzedaży i mogą się na nią w każdej chwili przesiąść. Jednak na tę chwilę nic tego nie zapowiada.

A poza tym, rynek rowerów z hamulcami szczękowymi jest wciąż za duży i Shimano nie pozwoli sobie na rezygnację z niego. Na pewno jeszcze nie przez najbliższe parę lat. Podejrzewam, że dopiero następna generacja Dura-Ace może być tą, która ostatecznie pożegna hamulce szczękowe i będzie dostępna tylko na tarczówkach. Prędzej uwierzę, że nadchodząca generacja, czyli Dura-Ace 9200 będzie dostępna tylko w wersji Di2. Osoby, które wybierają ten osprzęt celują już raczej w elektrykę, a nie w stare rozwiązania.

Dopóki Ineos Grenadier jeździ na hamulcach szczękowych i wygrywa na nich wyścigi, dopóty nie pożegnamy się z nimi. I tak długo jak rowery ze średniej półki będą na rynku w wersji pod klasyczne hamulce, tak długo Shimano nie zrezygnuje z tego rozwiązania. Pozostaje jeszcze spojrzeć na to, jakie rowery zaprezentowane zostaną na rok 2021. Jeśli Giant nie będzie miał w swojej ofercie niczego pod szczęki, to raczej koniec tej technologii będzie nieubłagany. A dlaczego Giant? Bo to największy producent rowerów na świecie. I chyba jeden z częściej wybieranych w segmencie od 6 do 10 tysięcy złotych.

Co przyniesie przyszłość

Trudno przewidzieć, co przyniesie przyszłość. Z pewnością włączenie grupy Rival do rodziny bezprzewodowych napędów SRAM nie pozostanie bez odzewu ze strony Shimano. Bo byłaby to niepotrzebna utrata klientów. A utrata klientów to utrata zysków. A jak bardzo nie jest to na rękę jakiejkolwiek firmie to chyba wie każdy. O Shimano 105 Di-2 mówi się od dawna. Jest to naturalny krok w kierunku popularyzacji tego rozwiązania oraz – w pewnym sensie – dominacji na rynku. A obok tego Shimano nie może przejść obojętnie. A moment na taki krok i atak jest właśnie teraz. Podejrzewam, że możemy bacznie obserwować rowery zawodników na Giro. Któryś może zdradzić coś nowego. W końcu czujne oko BikeRadar i GCN już wypatrzyło nowe, jeszcze niezapowiedziane rowery Cervelo, BMC, Canyona. A na listach UCI z zatwierdzonymi rowerami jest jeszcze więcej nowych pozycji.

Także pozostaje usiąść spokojnie i poczekać na rozwój wydarzeń. Bardzo liczę na zejście technologii Di-2 do grupy 105. Podejrzewam, że jak wiele tysięcy innych kolarzy amatorów.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments