Sprzęt,  Życie

Giant TCR Advanced i moje życie w 2020

Rok 2020 skończył się już prawie dwa miesiące temu. Rok dziwny, szalony i… dla mnie – pod pewnymi względami – z pewnością stracony. Z drugiej strony, także niezwykle pozytywny, bo paradoksalnie udało mi się osiągnąć dużo więcej niż zakładałem. Przede wszystkim… zmieniłem rower. Na Giant TCR Advanced. I nie jest czerwony. Brzmi jakby cały świat wywrócił się do góry nogami. I w sumie tak jest, bo koronawirus zmienił wiele. Moja codzienność zamieniła się cztery ściany domu. Pożegnałem się w niej z codziennymi dojazdami do biura (i biurem w ogóle), podjąłem wiele odważnych decyzji. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć Ci historię, jak wyglądał – w dużym skrócie – mój rok 2020.

Luty 2020 – początek nowej drogi

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Akurat siedziałem w poczekalni Medicoveru, żeby przeprowadzić badania u lekarza medycyny pracy. Kilka dni później miałem zacząć pracę jako specjalista ds. komunikacji wewnętrznej w Makro. A tutaj nagle wiadomość od mojego znajomego ze studiów z pytaniem, czy mam firmę i czy chciałbym sobie trochę dorobić. No, kto by nie chciał. 15 minut później miałem telefon od pana dyrektora jednej z firm rowerowych, a na mailu krótkie zadanie do wykonania. W poniedziałek, w trakcie szkolenia BHP w Makro, telefon czy mam czas w piątek, żeby podjechać do siedziby i podpisać umowę na wykonanie opisów marketingowych.

Od piątku dwa tygodnie na wykonanie 150 opisów marketingowych zoptymalizowanych pod kątem SEO. Kiedy zacząłem pisać pierwszy dotarło do mnie, jak głupie było to z mojej strony. Pracuję na etacie od godziny 8 do 16 (w rzeczywistości, doliczając do tego przejazd przez całą Warszawę, od 6 do 18). Potem szybki obiad, chwila spędzona z rodziną i tłuczenie opisów. I tak do 2-3 w nocy. I tak dwa tygodnie. Rozmawiając z Asią śmiałem się, że już nigdy więcej się coś takiego nie powtórzy. Jak bardzo w błędzie byłem, to jeszcze nie wiedziałem.

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba
W MAKRO nie siedziałem za długo. Ale było zabawnie.

Podpiszmy umowę, będzie fajnie

Niedługo po tym zleceniu, podpisałem z tym producentem rowerów umowę o stałą współpracę. I tak żyjemy do tej pory, co jest dla mnie niesamowitym przeżyciem. O wszystkich nowościach wiem nawet przed zainteresowanymi dziennikarzami. Z oczywistych względów, o żadnych nie mogę pisać 🙂

Ale mniejsza. Podpisanie umowy zbiegło się z wybuchem globalnej pandemii. Zamknięcie, lockdown i… moje zwolnienie z Makro. Bo byłem trochę za bardzo wygadany i nie potrafiłem przyjąć standardów do pracy 24 godzinnej. No, ale cóż. O pracę martwiłem się niecałe 20 minut. Dobrze, że wcześniej założyłem firmę, bo dzięki temu mogłem się rozwijać i zapewnić swojej rodzinie jakieś wakacje.

Pożegnanie z XBOX Bike Team

Także w połowie roku zerwałem kontakt z XBOX Bike Team. Może w trochę nieładny sposób, ale cóż. Czasem trzeba zająć się sobą i swoją rodziną. Mając coraz więcej pracy czasu na wspólne jeżdżenie i utrzymanie relacji było coraz mniej. Wiecie jak trudno jest jednocześnie, z powodu zamkniętego przedszkola, pracować i opiekować się dzieckiem? Część z Was z pewnością o tym wie. Dla mnie było to trochę ponad siły. Krótkie terminy zleceń i przesiadywanie po nocach żeby się z nimi wyrobić dawało o sobie znać.

Z resztą, zawsze w XBT byłem nieco na uboczu. Na MTB nie jeżdżę, a to główny cel startów osób w klubie. Startów szosowych za dużo nie było w zeszłym roku, z resztą sam ani nigdzie nie pojechałem. Przez pewien czas tylko organizowałem jazdy w WawaBike, ale i na nie trudno było znaleźć chętnych z zespołu. W tym roku na pewno będę je kontynuował, ale już nie pod patronatem zespołu.

Czy więc zmieniam zespół na jakiś inny? Nie, w najbliższym czasie wolę chyba po prostu pozostać niezależnym. Co najwyżej informować, że jestem wspieranym przez WawaBike. Bo to tajemnicą nie jest. Zniżki na rower, na serwis, na części. Nie wydaje się to wiele, ale w ciągu roku konkretna suma się uzbiera. Na pewno taka, żeby zabrać córkę i pseudo-żonę na jakiś obiad do knajpki… kiedy się w końcu otworzą.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Nowy rower – Giant TCR Advanced

Pod koniec roku przesiadłem się także na nowy rower. Wysłużony Specialized Allez poszedł dalej w świat z nowymi kołami oraz komponentami, a zastąpił go Giant TCR 2021. I wbrew marketingowemu szałowi, wybrałem wersję na hamulcach szczękowych. Z wielu powodów, a najważniejszym było to, że wciąż mam dobre koła pod klasyczne hamulce.

Z pewnością napiszę o nim więcej, gdy w końcu będę mógł zrobić trochę więcej kilometrów na zewnątrz. Obecnie przejechałem na nim z 500 kilometrów na zewnątrz, próbując zrobić Rapha 500, co ostatecznie się nie udało z powodu pogarszającej się pogody. Aczkolwiek trochę kilometrów udało się zrobić i było to naprawdę fajne doświadczenie. W przyszłym roku, mam nadzieję, że uda się w końcu zrobić ten dystans.

Pierwsze parę zdań o rowerze? Jest czarny, chociaż miał być czerwony. No ale cóż. Trzeba będzie z tym żyć. Mimo tego jest niezwykle ładny, kształty ramy zachwyciły moje oko od pierwszego spojrzenia. W połączeniu z karbonowymi kołami o stożku 45 milimetrów i karbonową zintegrowaną kierownicą po prostu nie ma sposobu, żeby nie przykuł spojrzenia. Teraz, po dopasowaniu pozycji pozostało docięcie pozostałości sterówki i już będzie można robić zdjęcia z #bikeporn. W sumie, nie mogę się już doczekać.

Giant TCR Advanced

Czy będę coś w nim jeszcze zmieniał? Na pewno. Z pewnością w tym roku wleci pomiar pomocy, zapewne InPeak. Do tego powoli nastawiam się na wymianę siodła. Nie jakąś drastyczną – marzy mi się nowsza wersja mojego, wysłużonego już, Specialized Power. Lepszego siodła nie miałem, i gdyby nie srebrne pręty to nawet nie myślałbym o zmianie. Biorę jeszcze pod uwagę PRO Stealth, bo kusi mnie ono już od dłuższego czasu. Co z tego wyjdzie, to zobaczymy.

Już teraz jednak mogę napisać, że Giant TCR Advanced bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Początkowo miałem jeździć na modelu na 2020 rok. Jednak ze względu na braki magazynowe związane z koronawirusem musiałem obejść się smakiem.

Rapha 500

W 2020 po raz pierwszy zrobiłem dosyć poważne podejście do Rapha 500. Tego ogólnoświatowego szaleństwa ogarniającego kolarzy amatorów, by od wigilii do nowego roku zrobić 500 kilometrów na rowerze. Niby można było zatrudnić do tego trenażer, ale co to za przyjemność?

Tak więc po wykonaniu skomplikowanych obliczeń, w których sprawdzałem ile kilometrów powinny liczyć poszczególne aktywności ruszyłem podbijać okoliczne szosy. Pierwsza dwa dni to zaledwie jakieś 60 kilometrów, w trakcie których Giant pokazywał mi swoje zachowanie w mocnym wietrze. Dopiero trzeciego dnia wyruszyłem na rower z kolegą z okolicy i była to jedna z najprzyjemniejszych jazd, w trakcie których na nowo odkryłem siebie. Spokojne tempo, cieszenie się jazdą, długie rozmowy. Tego mi brakowało przez cały rok. 3 godziny w siodle zaowocowały kolejnymi kilometrami zbliżającymi do plakietki na stravie. Strava! Właśnie teraz przypomniało mi się, że Strava w 2020 zrobiła się bardziej elitarna i dodała płatne segmenty. Ten 2020 to jednak był chory rok.

Następne dni były bardziej… normalne. Wspólnie już się nie udało wyjść na rower z powodu obowiązków, a pogoda tylko się pogarszała. Także Rapha 500 skończyłem po przejechaniu jakichś… 250 kilometrów? Czy jakoś tak. Nawet nie chce mi się sprawdzać.

Pierwsza długa jazdy na Giant TCR Advanced

Nowy komputer

W tym roku wymieniłem także komputer rowerowy. Z wysłużonego już (i w sumie sprawiającego więcej problemów niż przyjemności) Mio Cyclo 505 przesiadłem się na Wahoo Elmnt Bolt. Przez chwilę rozważałem Garmina, jednak wolę prostotę. Dlatego też moim smartfonem jest iPhone, a nie jakikolwiek inny z Androidem. Wahoo jest maksymalnie intuicyjne i kompaktowe. A na tym najbardziej mi zależało. Nie chciałem mieć przed sobą ogromnej kobyły, która odciągałaby moje spojrzenie co kilka sekund.

O Wahoo napisanych zostało już tyle elaboratów, że nie czuję się na siłach, żeby o nim coś więcej pisać. To po prostu dobry sprzęt i jeśli chcesz o nim wiedzieć więcej, to polecam poszukać w Internecie lub YouTube. Jedyne, co rozważam to porównanie go do Mio i naprowadzenie osób poszukujących sprzętu dla siebie w taki sposób, żeby nie utopili pieniędzy. Bo pomimo tego, że sprzęt jest niewiele bardziej zaawansowany od kalkulatora, to kosztuje horrendalne pieniądze.

Wyjazdy dłuższe i krótsze w 2020

W 2020 udało mi się także, w końcu, ruszyć na jakiś sensowny urlop. Albo jakąś raczej jakąś jego namiastkę. Realia są takie, że mając firmę, rzadko kiedy udaje się gdzieś wyjechać – tak zawsze słyszałem od znajomych. I w tym roku doświadczyłem tego na własnej skórze.

Jadąc na wakacje do Mysłakowic plan był prosty – rano zjeść śniadanie, po śniadaniu skoczyć na rower w góry, potem z rodziną na spacer i obiad. A wieczorem odpoczynek. Plan został zrewidowany przez pracę, bo zlecenie się przesunęło i opisy rowerów na kolekcję 2021 szykowałem siedząc w hotelu. W każdej wolnej chwili. No, ale kto nie pracuje ten nie ma z tego owoców. A to wszystko zaowocowało bardzo dobrze, z czego jestem niezmiernie dumny. I owoce mojej pracy są widoczne na jednej ze stron internetowych, a bardzo możliwe, że i Ty je przeczytałeś. Tak zupełnym przypadkiem, szukając nowego roweru czy akcesoriów.

Mio 505 pięknie ucięło mi część śladu…

Ale nie o tym miało być

Na wakacje wyjechaliśmy do Mysłakowic, niedaleko Karpacza oraz Jeleniej Góry. Piękna okolica, tras na rower szosowy jest tam na potęgę. Co prawda kierowcom zdarza się czasem zapomnieć o uprzejmości, ale hej, komu się nie zdarza? Aż żałuję, że żadne zdjęcie, które zrobiłem podczas jazd, nie przetrwało. Umarło razem z telefonem, któremu spalił się jeden przetwornik i tak sobie tkwi w wiecznej pętli resetów.

Szukając tras posiłkowałem się blogiem Przemka Zawady, który chyba najlepiej w rowerowym zakątku Internetu opisał, gdzie będąc w tamtych rejonach można jeździć. Mi z powodu pracy udało się zrobić tylko jedną z tamtejszych pętli. W sumie winne po części było też Mio 505, którego w tamtym czasie użytkowałem, bo trasę myliło niemiłosiernie. Ostatecznie ze 3 razy w ciągu tygodniowego pobytu wdrapywałem się do Karpacza, by następnie zjechać w dół do Sosnówki. Drogą, która na pierwszej jeździe zmroziła mi krew w żyłach swoim stanem, a na której, w trakcie jazdy, nieraz zastanawiałem się czy nie powinienem wybrać roweru z tarczami. Ostatecznie tak się nie stało. Bo przy drugim i kolejnych zjazdach było już tylko lepiej, co tylko utwardziło mnie w przekonaniu, że tarcze w Polsce jeszcze aż tak potrzebne nie są. W szczególności jeśli ja, człowiek z Mazowsza sobie w miarę radzi.

Jedz i żyj

Tym, co niewątpliwie najbardziej mnie zabolało w 2020 była moja waga. W sezonie 2019 ważyłem 74 kilogramy. Wchodząc w 2020 dobiłem do 81… w sumie za wiele się nie ruszałem, zimę przeleżakowałem. Bolesna pobudka przyszła, gdy na końcówkę 2020 było 86 kilogramów. Cóż…

12 kilogramów to nie przelewki, dlatego wprowadziłem dosyć rygorystyczną dietę, bardzo podobną do tej z 2019. I już dwa kilogramy udało się zrzucić. Połączenie odpowiednich treningów oraz genialnego jedzenia dało niezłe efekty. Bo potrawy robione na parze stały się moim odkryciem końcówki roku – dawno nie jadłem nic tak dobrego, a nie wymagającego zbyt długiego stania przy garnkach. A to wszystko przez Asię, która zainspirowała mnie pierożkami Wonton. Od tamtego czasu garnek do ryżu, który kupiliśmy kilka lat temu, wrócił do łask dostarczając zdrowe, a przede wszystkim smaczne, potrawy.

Długi ten tekst się robi

Mógłbym tak pisać jeszcze długo, bo pod wieloma względami 2020 był rokiem przełomowym. Zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Także i mnie zaczęła przybijać mnie codzienna rzeczywistość, w której każdego dnia z nagłówków atakowały mnie informacje na temat tego, jak beznadziejnie jest na świecie. Teraz staram się odnajdywać przyjemność w najmniejszych rzeczach. A zwłaszcza w uśmiechach mojej rodziny.

Na jakimś fanpage’u widziałem ładne podsumowanie całej tej sytuacji – koronawirus pozwolił nam na przewartościowanie swojego życia. Staram się być bardziej otwarty, doceniać więcej niż doceniałem do tej pory. Branie udział w wyścigach zeszło na drugi plan, teraz jazda na rowerze to dla mnie przede wszystkim przyjemność i moment na… odpoczynek. Od pracy, która jest ściśle związana z rowerami. A także na inspirację. Przeżywanie i odnajdywanie radości, a następnie ich przelewanie na elektroniczny papier. Cieszę się, że mogę być podwykonawcą dla dużej firmy rowerowej. Bo mogę dzielić się radością, jaką odczuwam z jazdy na rowerze z innymi i zachęcać ich do tej aktywności. Kiedyś mówiłem o tym sprzedawanie marzeń. Teraz uważam, że to bardziej dzielenie się marzeniami. Tak też bym chciał, żeby ten blog, odnaleziony na nowo wyglądał w tej nowej rzeczywistości. Najpiękniejsze chwile powstają razem. Dlatego twórzmy je razem na rowerach.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Bobiko
3 miesięcy temu

czyli przeszedłeś na kolarstwo romatntyczne 😉

ps: popraw certyfikat ssl 😉

BATBOYS
2 miesięcy temu

Naprawdę dużo wydarzyło się w Twoim życiu w tak krótki okresie. Myślę jednak, że to, że postawiłeś na siebie i rodzinę to dobry wybór. Rower rzeczywiście ładny, jak się sprawuje? Zmieniłeś siodło? Jeżeli tak to jakie wybrałeś i czy jesteś zadowolony?

Bogdan
1 miesiąc temu

Rower wydaje się naprawdę dobrym sprzętem. Muszę przyznać, że ten wpis mnie zainteresował. Zaczynam dopiero swoją przygodę z wyprawami rowerowymi, więc będę tutaj częściej zaglądać. Pozdrawiam!

trackback

[…] Do stworzenia tego tekstu podchodzę już drugi raz. Zmieniał się on dosyć długo, a ostatecznie postanowiłem go całkowicie skasować i… napisać od nowa. Jakiś miesiąc temu pisałem, że na następny dzień pojawi się ten tekst. Cóż, wyszło jak zwykle i życie napisało inny scenariusz. Ale to i dobrze. Bikecheck nie zając – nie ucieknie. A dzięki dodatkowemu czasowi udało mi się więcej pojeździć na zewnątrz. Na nowo odkrywając przyjemność z jazdy na rowerze. Bo Giant TCR daje mi mnóstwo nowych, a przy tym bardzo przyjemnych, przeżyć związanych z kolarstwem. Jest to swego rodzaju rozwinięcie tekstu, który możesz przeczytać tutaj. […]